Nie mamy w domu telewizora, tabletów ani playstation. Jesteśmy za to posiadaczami okazałej biblioteczki, a ja na swoim smartfonie mam góra... trzy aplikacje. (Czy mój mąż ma jakąś aplikację, nawet nie wiem:-) Jesteśmy więc chodzącym dowodem na to, że można tak żyć i być szczęśliwym, a nawet pisać blog. Nasze dzieci (5,5 i 3 lata) nie są zacofane, mimo że nie znają gier, za jakimi przepadają ich rówieśnicy. Nie mamy gadżetów technologicznych nie dlatego, że nas nie stać. Nie są nam one potrzebne. Czy jesteśmy dziwakami? Mam ma dowód na to, że jednak jesteśmy normalni: książkę "Cyfrowi rodzice".

Nie jesteśmy też dzikusami:-) Nasze dzieci oglądają bajki na laptopie, kiedy np. muszę je czymś zająć, a obsługi mojego smartfona syn nauczył się chyba szybciej niż ja. Często robi nim zdjęcia i nawet selfie mu wychodzi (nie publikujemy tego rzecz jasna). Wczoraj byliśmy u znajomych i mój syn grał z kolegą na jego tablecie. Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby mu tego zabronić. Nie jestem żadną fanatyczką.

Wychodzę jednak z założenia, że próżno uszczęśliwiać dzieci na siłę, skoro szczęście daje im: bieganie, jazda na rowerze, rolkach, skakanie na trampolinie, zabawa w piaskownicy, układanie klocków i puzzli, czytanie książek, granie w piłkę. Mają tyle aktywności, że ciężko im się wyrobić, by ze wszystkich skorzystać. Wiem też, że nadejdzie taki moment, gdy poproszą nas o smartfon (a może wtedy będzie już coś innego?), założenie konta w mediach społecznościowych itp. Choć w tym momencie wydaje mi się, że lata świetlne do tego, taka chwila może nadejść niespodziewanie szybko. I co ja wtedy zrobię?

Cyfrowi rodzice

Korzystanie z Internetu a rozwój dziecka

Pomoże mi w tym książka "Cyfrowi rodzice" albo jej kolejne wydanie, bo przecież Internet się zmienia. Podtytuł książki brzmi: "Dzieci w sieci. Jak być czujnym, ale nie przeczulonym", a cała lektura koncentruje się zarówno na korzyściach, jakie nowe technologie mają w rozwoju i dziecka, jak i negatywnych skutkach. Podstawę dla książki stanowią liczne badania naukowe, przeprowadzone przez różne instytucje i organizacje.

Autorka (Yalda Uhls - która po ponad 15 lat pracy w przemyśle filmowym, wróciła na studia i została doktorem psychologii dziecięcej. Bada wpływ mediów na rozwój dzieci. Prywatnie jest mamą dwójki nastolatków i podkreśla, że osobiste doświadczenie ma wpływ na jej pracę. Yalda Uhls pracuje dla organizacji non-profit, jest też felietonistką, edukatorką, wykładowcą i konsultantką do spraw mediów) opisuje je w przystępny sposób i komentuje, powołując się na doświadczenia z własnego podwórka.

Książka jest publikacją naukową, podzieloną na trzy rozdziały: Podstawy, Media społecznościowe i Nauka. Każdy rozdział stanowi odrębną całość, więc nie ma potrzeby czytania całości. Ja przeczytałam całość, ale najwięcej uwagi poświęciłam na fragmenty dotyczące dzieci od 0 do 6-8 roku życia. Na końcu każdego rozdziały są tzw. "porady w pigułce" i podsumowanie badań naukowych.

dziecko w sieci
Yalda Uhls, Cyfrowi rodzice

Czego nauczyłam się z "Cyfrowych rodziców"?


"Cyfrowi rodzice" to bardzo wyważona książka. Pokazuje dwie strony medalu: szanse, jakie daje Internet, i zagrożenia, jakie niesie. Bardzo spodobało mi się przywołanie fragmentu z "Fajdrosa" Platona. Filozof spekulował, że nowy sposób komunikacji, czyli alfabet, wpłynie negatywnie na ludzką pamięć. Nam wydaje się to dość zabawne, ale gdy kilka tysięcy lat przed naszą erą pojawił się alfabet i pismo, obawiano się jego negatywnego wpływu. Jeszcze zabawniejsze wydają się obawy, jakimi żywili się rodzice w XIX wieku. Pojawiło się wtedy nowe medium, dla którego dzieci i młodzież zupełnie straciły głowę. Była to... powieść! Bardzo możliwe, że następne pokolenia tak będą traktować nasze obawy dotyczące obecności dziecka w sieci.

Co wyniosłam z lektury "Cyfrowych rodziców"? Potwierdzenie własnych, intuicyjnych przekonań. Zawsze wydawało mi się, że małym dzieciom, tym, które jeszcze nie potrafią chodzić ani mówić, albo dopiero uczą się tego, nie powinno się serwować w nadmiarze bajek ani tabletów. Dwa lata temu włos na głowie mi się zjeżył, gdy usłyszałam rozmowę mam dzieci w wieku rok - półtora roku. Mamy przyznały między sobą, że ich dzieci uzależnione są od tabletów i żadnymi innymi zabawkami nie są zainteresowane. Zastanawiały się, co robić? Mi od razu przyszło do głowy: zabrać tablet albo ograniczyć.

Znalazłam też potwierdzenie moich odczuć, że złudnym jest przekonanie pewnej grupy rodziców, którzy twierdzą, że np. ich 1,5 - 2-letnie dziecko jest takie inteligentne, bo obsługuje tablet i na pewno prześcignie rówieśników w rozwoju. Nic bardziej błędnego! Jedno z drugim nie ma związku.

Dowiedziałam się, że nawet skoro nie ułatwiam moim dzieciom korzystania z nowinek technologicznych, to nie znaczy, że za kilka lat nie pochłonie ich wirtualna rzeczywistość. Nie zapobiegnę temu, ale mogę pomóc im korzystać z niej rozsądnie. Ponadto, dowiedziałam się, że obecność dzieci w social media i wyrażanie siebie poprzez selfie i tweety to prawie to samo co pamiętniki z mojego dzieciństwa:-)

I na koniec coś optymistycznego: w amerykańskich badaniach wyszło, że dzieci i młodzież, posiadające profile w social media, w większości preferują realny kontakt z drugim człowiekiem.

Ta książka powinna uwrażliwić beztroskich rodziców i uspokoić tych, którzy nadmiernie boją się nowych mediów. Chcesz kupić "Cyfrowych rodziców"? Książkę znajdziesz na stronie Wydawnictwa IUVI

P.S. Nie czytajcie małym dzieciom e-booków. Jest naukowo udowodnione, że lepsze dla rozwoju jest czytanie tradycyjnych papierowych książek.

P.S. 2 Wyrzućcie z waszej sypialni/sypialni waszych dzieci telewizory, tablety i smartfony. Jest naukowo dowiedzione, że mają niekorzystny wpływ na wysypianie się.

Rafik Schami


„Ciemna strona miłości” ma wszystko, co powinna zawierać powieść współczesna pretendująca do miana eposu. Wielowątkowa, rozbudowana fabuła, galeria wyrazistych postaci drugoplanowych, świetna narracja przypominająca opowieści z „Tysiąca i jednej nocy” i akcja tocząca się w trakcie przełomowych dla Syrii wydarzeń i konfliktów. Opisanie historii nienawiści syryjskich rodów Musztaków i Szahinów oraz nieszczęśliwej miłości Rany i Farida zajęło Rafikowi Shamiemu ponad 900 stron. Co ciekawe, historia oparta jest na prawdziwych wydarzeniach, co tylko podsyca zainteresowanie czytelnika.

Akcja obejmuje ponad sto lat, od końca Imperium Osmańskiego aż do lat siedemdziesiątych XX wieku. – obserwujemy sytuację w Syrii, kolejnych rządzących, konflikty między religiami, systemami politycznymi i ludźmi, struktury rodzinne i obyczajowe, codzienne życie ludzi na różnych szczeblach drabiny społecznej. Głównymi bohaterami są Farid Musztak i Rana Szahin, ale zanim czytelnik zdąży poznać ich historię, autor najpierw wprowadza go w świat ich przodków.

Kilka słów należy powiedzieć o samym autorze. Rafik Schami to pisarz pochodzenia syryjskiego, który od lat mieszka w Niemczech i tworzy w języku niemieckim. Jego książki zostały przetłumaczone na kilkanaście języków i otrzymały wiele nagród na całym świecie. W Polsce ukazały się jego cztery książki: "Dłoń pełna gwiazd", "Opowiadacze nocy", "Baśnie z Maluli", "Szczery kłamca". Do "Ciemnej strony miłości" wplótł wiele wątków autobiograficznych.

Jak czytać tę powieść

Czytanie "Ciemnej strony miłości" jest sporym wyzwaniem. Jeśli przeczytasz książkę podchodząc do niej nie więcej niż trzy razy, masz szansę delektować się dziełem. W innym razie niektóre wątki odejdą w zapomnienie, zaś w całości chodzi przecież o to, by sięgać do nich pamięcią. Mi nie udało się przeczytać książki od razu, podzieliłam ją na kilka wieczorów i w efekcie nieraz musiałam cofać się, żeby zorientować się, czy dobrze łączę wątki i postaci. Poruszanie się w świecie przedstawionym ułatwiają dwa drzewa genealogiczne - Musztaków i Szahinów. umieszczone na pierwszych i ostatnich stronach książki.

książka o Syrii
Ciemna strona miłości, Rafik Schami

Moim zdaniem, najsłabszy jest środek powieści. Trochę mnie znudził, niemniej jest istotny jako pomost pomiędzy częścią dotyczącą konfliktu Musztaków i Szahinów a częścią dotyczącą nieszczęśliwej miłości Rany i Farida. Ta część, o której mówię, dotyczy dzieciństwa i podwórkowych przyjaźni Farida. Poza tym nie mam innych zastrzeżeń. 

Baśniowy Damaszek i wątki erotyczno-miłosne

Wioska Mala i Damaszek to dwa główne miejsca, w jakich toczy się akcja „Ciemnej strony miłości”. Mala jest górską wioską, ciasną dla tych, którzy marzą  o lepszych perspektywach, ale ma swój urok. Jedni  ją kochają, inni nienawidzą - czytelnik polubi na pewno, ponieważ Shami pięknie ją odmalował. Uroczy w opisach pisarza jest również Damaszek, który mamy okazję obserwować o różnych porach dnia i roku. Na obraz wioski i miasta składa się także życie codzienne mieszkańców z różnych warstw społecznych i to ono najbardziej dodaje kolorytu. 

Obyczajowość Mali i Damaszku została opisana z dbałością o szczegóły; niektóre sceny są dość pikantne i pełne smaczków. Autor dużo miejsca poświęca każdemu z potomków Musztaków i Szahinów, oraz ich małżonkom. Właściwie, ze świecą szukać w całej powieści choć jednego małżeństwa, które byłoby szczęśliwe, spełnione, a mężowie lub żony nie czynili skoku w bok. Małżeństwa są aranżowane, a każdy sprzeciw wiążę się z ryzykiem wyklęcia przez ojca lub seniora. Romanse i zdrady są tu na porządku dziennym i w większości są współmałżonkom przebaczane. Może dlatego, że małżeństwa mają niewiele wspólnego z prawdziwą miłością i obie strony czują usprawiedliwienie, szukając bliskości lub chwilowej namiętności gdzie indziej?

konflikt w Syrii książka
Ciemna strona miłości, Rafik Schami

 Jednak niektóre próby nieposłuszeństwa są tu surowo karane, a ich sprawcy wysyłani np. na resocjalizację… do klasztoru. Tak właśnie ukarał swojego syna, Farida Elias Musztak (który sam w młodości również kształcił się w klasztorze. Nie został jednak księdzem. Po tym, jak po powrocie do Mali na ślub w rodzinie, poczuł narastające pożądanie na widok oślicy, którą następnie wykorzystał, a potem w ciągu tygodnia zaliczył wiele kobiet we wsi, wiedział, że księdzem już nie będzie. Ożenił się (żonę zdradzał) i został cukiernikiem. P.S. To jeden z tych wątków, które mocno zapadają w pamięć...). 

Farid, który w klasztorze miał odkryć w sobie powołanie, zobaczył fałsz, obłudę i znęcanie się zakonników nad uczniami. W klasztorze zobaczył, że tam, gdzie powinni uczyć kochać Boga i ludzi, uczą, ale nienawiści. Wątek pobytu Farida w klasztorze jest niezwykle ważny dla dalszych jego losów, więc czytajcie uważnie.


Polityka, tortury i rewolucje

Choć dominującymi wydają się intrygujące wątki miłosne, ważna jest warstwa polityczna. Równolegle toczą się w Syrii konflikty, do władzy dochodzą mniej lub bardziej nadający się do tego (a bywa, że i przypadkowi) ludzie, którzy władzę rozumieją jako znęcanie się nad przeciwnikami. Ten, kto jest u władzy, temu wolno wszystko. Konflikty polityczne dotyczą Syrii, Izraela i Egiptu i… nieważne, kto jaką religię wyznaje - czy jest chrześcijaninem czy muzułmaninem, jest tak samo okrutny i bezwzględny. Sugestywne są sceny pobytu Farida w więzieniach i obozach, gdzie jako więzień polityczny (przez lata aktywny komunista) jest torturowany. Mechanizmy uzyskiwania przyznawania więźniów się do winy są wyjątkowo okrutne.

Książka liczy ponad 900 stron. Choćbym chciała, nie uda mi się poruszyć wielu powodów, dla których warto ją przeczytać. Podam tylko jeden: dla zrozumienia obecnych wydarzeń w Syrii i na Wschodzie, naprawdę warto przeczytać „Ciemną stronę miłości”. W gratisie otrzymasz wspaniałą historię o różnych odcieniach miłości ukazaną na tle złożonej sytuacji społecznej, ekonomicznej, religijnej i politycznej Syrii. Czytanie tej książki to wyjątkowe doświadczenie, ale aby je zrozumieć… musisz je przeżyć. Mogę ci opowiedzieć więcej, ale to i tak nie będzie to samo…Przeczytaj sam.

Książkę kupicie w księgarni Noir su Blanc
Tezeusz


Zbliża się czas obdarowywania prezentami. Dzień Matki, Dzień Ojca, Dzień Dziecka… Rozglądam się za drobnymi upominkami na te okazje i… już jestem zdecydowana, co kupić najbliższym. Część podarków nawet kupiłam. Czy sama chciałabym coś dostać? Byłoby miło:-)

Nie jestem zwolenniczką kupowania drogich prezentów - ani otrzymywania podobnych. Dla mnie otrzymanie prezentu, który słono kosztował, jest to krępujące. Zdecydowanie bardziej wolę symboliczne, ale trafione upominki. Najlepszym prezentem na Dzień Matki będą dla mnie uśmiechy dzieci i występ mojego syna w przedstawieniu pt. „Królewna Śnieżka” w przedszkolu. A z materialnych prezentów co chciałabym dostać? Nic nowego. Jestem nudna w swoich upodobaniach. Książki. 

Przeszukiwałam ostatnio stronę mojego ulubionego antykwariatu i księgarni Tezeusz w poszukiwaniu książek, które sprawiłyby mi radość, a których nie mam w swojej domowej biblioteczce. Zasoby Tezeusza są przepastne, więc zawsze, gdy klikam na stronę, spędzam zwykle dwa-trzy razy więcej czasu niż sobie założyłam. Najchętniej wertuję zakładkę "Książki do roku 1950" oraz "Literaturę piękną, popularną i faktu". Zawierają mnóstwo różnorakich tytułów, nawet takich, których nie można dostać w zwykłej księgarni. Można tam znaleźć prawdziwe perełki wydawnicze, jak i wydania popularnych powieści w przystępnej cenie. Zresztą, nie będę się rozpisywać. Kliknijcie sami na stronę http://tezeusz.pl/ i powiedzcie: co upatrzyliście? Podzielcie się w komentarzach:-)

Ja upatrzyłam wiele. Za dużo. Znowu stanowczo za dużo. I choć na półce z książkami „do przeczytania zaraz” stoi kilka egzemplarzy, chętnie porobiłabym roszady w kolejności, gdyby listonosz przyniósł mi takie tytuły.

Jedyne praktyczne przepisy, Lucyna Ćwierczakiewiczowa

książka na prezent
L. Ćwierczakiewiczowa, Jedyne praktyczne przepisy

Tę książkę chciałabym po prostu mieć. Lucyna Ćwierczakiewiczowa w połowie XIX wieku święciła triumfy jako autorka książek kulinarnych, deklasując nawet Sienkiewicza i Prusa. Była autorytetem i miewała po 24 wydania jednej książki! Sukces niesamowity. Chętnie przygarnęłabym wszystkie tytuły jej autorstwa i wcale nie po to, by szaleć w kuchni, przygotowując XIX-wieczne potrawy. Zaczytywałabym się, porównywała… Dla mnie byłaby to raczej historia sztuki kulinarnej. Najbardziej chciałabym mieć stare wydanie:-)


Życie Pi, Yann Martel

książka na prezent
Yann Martel, Życie Pi

W biblioteczce mam „Ja” Yanna Martela. Przeczytałam ją wiele lat temu i bardzo mi się podobała. Jednak hitem Martela jest „Życie Pi”, na podstawie której powstał film nagrodzony. Filmu nie widziałam, książki nie czytałam, ale opinie czytelników i kinomaniaków mówią same za siebie. Szczególnie jestem ciekawa zakończenia książki, które podobno jest zaskakujące.

Plaster Miodu, Adam Szustak OP


książka na prezent
Adam Szutak, Życie Pi
Książka jest zapisem rekolekcji internetowych wygłoszonych w 2014 roku przez dominikanina Adama Szustaka. Wysłuchało ich ponad 70 tysięcy słuchaczy z różnych zakątków świata; wszystkie odcinki wysłuchano ponad milion razy. O "Plastrze miodu" dowiedziałam się niedawno na którymś z blogów, jakie odwiedzam. Recenzja bardzo mnie zainteresowała. "To słowa, które wytracą cię z letargu, pozwolą pokonać niemoc i zobojętnienie, a jeśli trzeba – osłodzą również twoje życie". Ta książka ma moc - chętnie bym sprawdziła.

To jest moja mała wish-lista znaleziona na Tezeuszu. Te trzy książki byłyby dla mnie idealnym prezentem.
Jakie Ty wybrałbyś, wybrałabyś?

noclegi Bieszczady

Na początku było miasto. Szczecin. A potem marzenia o spokojniejszym życiu, na wsi, bez ciągłego pośpiechu, zgiełku i obłudy. Pewnego dnia Jagoda i Maciek postanowili zamknąć etap życia w mieście, pozamykali sprawy, sprzedali dom i kupili ziemię w Lutowiskach w Bieszczadach. Założyli agroturystykę - Chatę Magoda. Byłam u nich tydzień temu, służbowo, przygotowując artykuł. Pod koniec kwietnia nakładem Naszej Księgarnii ukazała się książka Jagody pt. „Chata Magoda. Ucieczka na wieś”  i właśnie o niej chciałam Wam opowiedzieć.
Jagoda Miłoszewicz
Jagoda Miłoszewicz i Maciej Pawlik

Historię Jagody Miłoszewicz i Maćka Pawlika możecie przeczytać w moim artykule pt. „Rzucili życie w mieście. W Lutowiskach stworzyli Chatę Magodę” Przeczytajcie, gorąco polecam:-) Znajdziecie w nim także masę zdjęć z wnętrz Chaty Magoda i z przepięknego tarasu, na którym odbywał się wywiad. O samej chacie poczytajcie na stronie Chaty Magoda. 

wywiad na tarasie
Na tarasie Chaty Magoda
Tu dodam jedynie, że wiele osób chyba po cichu marzy o tym, by postawić wszystko na jedna kartę i zacząć życie od nowa. Nie jest to łatwe, ale autorka w książce zaznacza, że nie „niewykonalne”. Przecież możesz, jeśli tylko bardzo chcesz. Możesz rzucić wszystko, i przejechać całą Polskę, by zacząć żyć tak, jak chcesz. Nie ogranicza cię nic, poza barierami, które sam sobie stawiasz.

książka o Bieszczadach
Ludzie z Bieszczadów

Jagoda i Maciek przyjechali do Lutowisk w 2004 roku. Śmiałam się czytając pierwsze zetknięcie dziewczyny znad morza z bieszczadzką mentalnością. Poznawanie bieszczadników, prostych ludzi ze wsi, nowych zwyczajów, nowych zwrotów. Bardzo mnie ubawił jeden dialog związany z Marią Kozą, od której kupili hektar ziemi z widokiem na plenery uwiecznione w filmie „Pan Wołodyjowski”. Maria Koza była silną, wyrazistą, prostą, przeklinającą jak chłop kobietą. 

Kiedyś pewna pani z Warszawy miała do niej sprawę. Poprosiła mnie o pomoc w rozmowach. Wyglądało to tak: spotykamy Marię na drodze. Pani z Warszawy powoli, głośno i wyraźnie mówi: Dzień dobry, dobra kobieto! Maria stanęła obok mnie i półgębkiem pyta: "Pani Jagoda, co ona pierdoli?"?

 Cztery pory roku w Bieszczadach

Książka ułożona jest według schematu pór roku; wiosna, lato, jesień i zima. Otrzymujemy mnóstwo praktycznych informacji dotyczących wysiewu nasion, uprawy warzyw i ziół, urządzania wnętrz, robienia przetworów, nalewek, sałatek, past, soków itp. Jest też kilka stron poświęconych przenoszeniu drewnianych domów z bali i budowie ich od nowa (pan Maciej Pawlik w ten sposób sam postawił dwie chaty!).

W Chacie Magoda próbowałam przetworów pani Jagody. Były przepyszne! Szczególnie zapamiętałam smak dżemu marchewkowego z dodatkiem migdałów i niewykluczone, że sama pokuszę się o jego zrobienie. Był też cudowny dżem agrestowy, dyniowy i śliwkowy. Palce lizać! W książce znajduje się wiele ciekawych przepisów, zachęcających do kulinarnych eksperymentów. Grzech nie spróbować.
książka o życiu w Bieszczadach
Przepisy Jagody Miłoszewicz

Dla kogo to książka?

„Chata Magoda. Ucieczka na wieś” spodoba się tym, których dusi miastowy zgiełk i marzy o życiu na wsi. Może po jej lekturze ktoś zdecyduje się spakować walizki i wyjechać tam, gdzie życie toczy się wolniej? Może ktoś wyjdzie z własnej strefy komfortu? Książka jest idealna dla zwolenników stylu slow life, minimalizmu i miłośników kuchni wegetariańskiej, ekologicznej.

książka o życiu w Bieszczadach
Książkę polubią zwolennicy minimalizmu i slow life

Jest jeszcze jedna grupa odbiorców, do których serc książka może trafić. Do takich jak ja. Osób wychowanych na wsi, wśród zwierząt (krowy, świnie, indyki, kury i inne;-), w drewnianym wiejskim domu, na wiejskim tradycyjnym jedzeniu, pracujących w polu, które… nie lubiły wtedy tego życia, ale marzyli o komforcie i później urzeczywistnili to marzenie. Do takich, którzy mają nowe domy, pracę umysłową, wszelkie inne wygody… Czytając niektóre fragmenty książki kręciła mi się łezka w oku na wspomnienie tego, co już nie wróci. Teraz się dziwię, jak mogło być mi źle? Przecież miałam wszystko, co potrzebne do życia. 

Dziękuję pani Jagodo, dzięki tej książce przypomniało mi się moje dzieciństwo.


Wnętrza Chaty Magoda
Zachęcam Was do lektury "Chaty Magoda". Trudno określić jej gatunek, bo składa się z felietonów, przepisów, praktycznych porad i wskazówek, DIY oraz pięknych fotografii autorstwa Jagody Miłoszewicz. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Pani Jagoda zdradziła mi, że praca nad książką trwała dość długo i patrzy na nią krytycznym okiem. Opowiadała też o kulisach robienia zdjęć, a właściwie nauki fotografowania, podczas której traciła cierpliwość...

Ja też patrzyłam na książkę krytycznym okiem. I nie znalazłam w niej nic, co można skrytykować. Choć właściwie... jest coś takiego. Jagoda Miłoszewicz powinna pisać znacznie więcej felietonów.

P.S. Zaglądnijcie też na blog Chaty Magoda

Jeśli będziecie w Bieszczadach, koniecznie odwiedźcie to miejsce, a najlepiej zarezerwujcie nocleg:-)
I jak, podoba Wam się to miejsce i książka?


książka o przyjaźni

 Był Miniołek, który zrobił furorę w naszym domu, teraz jest Mijaciółka. Duet Aleksandra Hopa i Nuria Łączyńska pokazał kolejne swoje dzieło. W pakiecie znajdziemy uroczą opowieść o przyjaźni dwóch dziewczynek oraz sympatyczną maskotkę przedstawiającą Nadię - bohaterkę książki. Ponieważ Miniołka upodobał sobie mój, a przesyłka z „Mijaciółką” dotarła przed trzecimi urodzinami mojej córki - Marlenka ma dodatkowy prezent urodzinowy.

książka o przyjaźni
Mijaciółka z serii "Mijaciel"
O "Miniołku", który stał się przyjacielem mojego syna i dziś jest już mocno sfatygowany, pisałam w lutym, wychwalając go. Zresztą, sami przeczytajcie o "Miniołku" „Mijaciółka” to kontynuacja "Miniołka" - historia kilkuletniej Nadii, która przeżywa rozstanie z przyjaciółką. Jest to chwilowe rozstanie, ponieważ przyjaciółka Nadii… złamała rękę i nie może chodzić do przedszkola. Dziewczynka jest zrozpaczona, że straciła przyjaciółkę i już nic nie będzie takie jak przedtem.
Mijaciele
Mijaciółka słucha bajki o... sobie

Po krzepiącej rozmowie z rodzicami, którzy uświadamiają jej, że cała sytuacja nie jest tak straszna, na jaką wygląda, Nadia postanawia wraz z mamą odwiedzić koleżankę i przygotować dla niej słodki upominek. W środku znajdziemy nawet przepis na te słodkości, więc można pokusić się o wspólne pieczenie z dzieckiem. Moim dzieci nie trzeba szczególnie zachęcać, bo zawsze chętnie towarzyszą mi w pieczeniu, więc w przyszłości pewnie pokusimy się o zrobienie czekoladowych babeczek.
 Mijaciele
Przyjaciół - Mijaciółka

Druga z książek serii „Mijaciele. Stworzone, by cieszyć” utrzymana jest podobnej stylistyce, co jej poprzedniczka. Wiarygodnie i dokładnie zostały opisane emocje kilkuletniego dziecka, dzięki czemu mały słuchacz/czytelnik łatwo może identyfikować się z bohaterką książki i jej przeżyciami.

Do książki została dołączona koperta z kartkami, na których dziecko może narysować swojego przyjaciela lub przyjaciół. To bardzo ciekawy pomysł, pozwalający dziecku przenieść swoje wyobrażenia i emocje za pomocą rysunku. W poprzednim tomie był to list w czerwonej kopercie, której otwieraniu towarzyszyły u nas spora ekscytacja. Rysowanie przyjaciół także było wydarzeniem.
książka o przyjaźni dla dzieci
Zestaw "Mijaciółka"

„Mijaciółka” spodoba się Waszym dzieciom. Dla Was może być świetną pomocą w przybliżaniu dziecku świata wartości, bo wbrew pozorom nie jest to tylko książka o przyjaźni, ale o wszystkim co się z nią wiąże: tęsknocie, rozczarowaniu, oczekiwaniu itp. Nie ma w niej dydaktyzmu i nudnego moralizatorstwa. Książka jest ładnie, estetycznie wydana, a w pakiecie z maskotką stanowi interesujący prezent. Poleca się ją dzieciom w wieku 5-8 lat, ale uważam, że i młodsze będą nią zainteresowane.

"Mijaciółkę" znajdziecie pod tym linkiem.