W lutym 1940 roku Józef Brud z Połomi otrzymał  pocztówkę z Lwowa od swojego najlepszego przyjaciela: "W związku z uruchomieniem poczty, pragnę skorzystać z tego i dać wam znać, że jeszcze żyję! Czuje się dobrze, mieszkam od początku we Lwowie (…) Za parę dni wybieram się daleko do Rosji Radzieckiej. Lubię poznawać świat. Uczę się języka rosyjskiego, wybierając się do Ziemi Nieznanej”. Nadawca listu do Rosji nie wyjechał, ale w czerwcu 1940 r. znikł bez śladu. Rodzina nigdy nie dowiedziała się, co się z nim stało. Jak zginął? Kto go zamordował? Gdzie leży jego ciało?

 ***
Co robiłabym dziś, dokąd zaprowadziłby mnie los, gdybym pewnego wrześniowego dnia 2003 roku nie weszła do miejskiej biblioteki w Strzyżowie i nie zauważyła wypisanego na tablicy nazwiska? Czym zajmowałabym się zawodowo i z czego broniłabym magisterkę? Mogę jedynie gdybać. Tamten wrześniowy dzień wyznaczył kierunek moich zainteresowań zawodowych i filologicznych. A historia, którą wtedy poznałam, jest ze mną do dziś. Robię wszystko, by poznało ją jeszcze więcej osób.

poeta z Połomi
Henryk Jacek, poeta z Połomi

Henryk Jacek, poeta z Połomi. 
Na tablicy w bibliotece widniało właśnie to nazwisko. Zaciekawiona faktem, że w mojej miejscowości urodził się poeta, o którym ja, studentka filologii polskiej, usłyszałam po raz pierwszy, zagadnęłam ówczesnego dyrektora biblioteki. Niezwykle życzliwy pan Adam Kluska, powiedział mi kilka zdań na temat Henryka Jacka. Niewiele, ale zawsze coś. Obiecał, że pomoże mi w poszukiwaniach. Zaczęliśmy pisać do siebie listy i dzwonić (komórek u nas jeszcze nie było:-) Szukałam informacji w bibliotekach i archiwach... Po jakimś czasie okazało się, że kilka domów dalej mieszka bratanek owego poety, który skontaktował mnie ze swoim wujkiem. I tak zaczęła się piękna historia, którą będę wspominać do końca życia! Wujek mojego sąsiada, pan Władysław Jacek (zm. w 2016 r.) przekazał mi mnóstwo materiałów o swoim bracie Henryku.

poeta żołnierz
Z prawej Henryk Jacek

Wpis poświęcony jest w HENRYKOWI JACKOWI (1916-1940(?), poecie z Połomi

 Dzieciństwo i wczesna młodość Henryka

Henryk Jacek urodził się 16 lipca 1916 roku w Połomi, na przysiółku Sołtysie. Jego ojciec, Jan Jacek, w wieku 22 lat (tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej) wyjechał do Stanów Zjednoczonych, ale z powodu wypadku szybko powrócił do domu rodzinnego w Połomi. W 1915 roku zawarł związek małżeński z Jadwigą Wilkówną, a na nową drogę życia otrzymał z podziału majątku rodzinnego 2,5 ha ziemi. Jackowie mieli czwórkę dzieci: Henryka, Stanisławę, Helenę i Władysława.

Podobnie jak większość mieszkańców Połomi, zajmowali się uprawą mało urodzajnej ziemi, której plony często nie były w stanie zapewnić rodzinie godziwego bytu. Henryk wychowany był w religijnej rodzinie, ceniącej pracowitość i uczciwość, od dziecka zdradzał zamiłowanie do nauki. W 1923 roku rozpoczął edukację w sześcioklasowej Szkole Powszechnej w Połomi. Pasją czytelniczą zaraziła go zapewne charyzmatyczna nauczycielka i wychowawczyni, Monika Brysiówna. Henryk, po przeczytaniu zawartości skromnej biblioteki szkolnej, wypożyczał książki z prywatnych biblioteczek. Wrażeniami z lektur dzielił się z dwoma kolegami, Józefem Brudem i Aleksandrem Dudkiem, którzy stali się później jego przyjaciółmi i powiernikami tajemnic.


Następnie kształcił się w Gimnazjum Księży Michalitów w Miejscu Piastowym, gdzie powstały jego wiersze, które potem weszły do zbiorku pt. „Dusza ludu”. W 1934 roku opuścił szkołę w Miejscu Piastowym, nie uzyskując matury. Wrócił do domu rodzinnego i zaczął przygotowywać do druku zbiorek „Dusza ludu”, jednak nie posiadał na ten cel pieniędzy, a rodzice nie mogli mu pomóc finansowo. Wtedy wraz z grupką osób o podobnych zainteresowaniach (m.in. Jan Micał i Józef Trawka) założył grupę aktorską i dawał spektakle. Za zarobione pieniądze opłacił druk tomiku, który ukazał się w 1934 roku.

 Wolny i... samotny

 

Wiosną 1935 roku, po kłótni z ojcem, wyprowadził się z domu i zamieszkał u swego przyjaciela, Józefa Bruda. Od tej pory rzadko odwiedzał rodzinny dom. W salach rzeszowskiego Sokoła spotkał się Henryk z działającą tam młodzieżą harcerską i nawiązał kontakt z rzeszowskim Hufcem Harcerzy. Wraz z delegacją związku wziął udział w pielgrzymce do grobu Józefa Piłsudskiego w lipcu 1935 roku w Krakowie, było to dla niego wielkim przeżyciem.

W połowie 1935 roku ukazał się kilkunastostronicowy zbiorek wierszy Henryka Jacka pt. „Do Wsi” (nie posiada go jednak żadna bibliotek). We wrześniu tego samego roku roku Henryk dostał się jako aktor do Teatru Dramatyczno-Literackiego, z którym objeżdżał Roztocze (Annopol, Józefów, Krasnystaw), wystawiając m.in. sztuki: „W szponach szatana” i „Kozacy na Litwie”. Pisał także kawały na scenę do Teatru Propagandowego w Niedrzwicy Dużej.

W sierpniu 1936 roku wraz z kolegą założył i prowadził Teatr Literacki, w którym pracowało dziesięć osób. Pod koniec 1936 roku Henryk zrezygnował z pracy w teatrze objazdowym, którą traktował jako zajęcie tymczasowe, nie mając możliwości zatrudnienia w innym miejscu. W grudniu tegoż roku otrzymał pracę w Łucku na Wołyniu w jednym z wydziałów urzędu wojewódzkiego w charakterze referenta. Zaczął wówczas pilnie poznawać język ukraiński, gdyż sprawy, którymi się zajmował dotyczyły sytuacji, jaka panowała w środowiskach ludności ukraińskiej i jej organizacjach na Wołyniu. Wykonywanie tej pracy wiązało się jednak z pewnym ryzykiem i wkrótce opuścił to stanowisko. W 1937 roku ukazał się drukiem kolejny utwór Henryka Jacka zatytułowany „Słowa o Wodzu”, tym razem dostrzeżony na rynku wydawniczym i poprzedzony przedmową. Od 1938 roku przebywał na terenie ówczesnego województwa stanisławowskiego, gdzie otrzymał posadę sekretarza w Urzędzie Gminnym w Bednarowie.

Lwów 1938
Henryk Jacek i Maria Wiąckówna we Lwowie

Wojna, Maryla i wielka miłość


Po czterech miesiącach przeniósł się do Lwowa i z dniem 1 kwietnia podjął pracę jako urzędnik w Dziale Ubezpieczeń Ubezpieczalni Społecznej przy ul. Rutowskiego 21. Marzył o rozpoczęciu studiów na Uniwersytecie Lwowskim i czynił starania o przyjęcie u profesora Franciszka Bujaka, z którym korespondował (nie wiadomo, czy było to możliwe, gdyż Henryk nie posiadał matury). W tym czasie we Lwowie przebywała Maria Wiąckówna, córka Wojciecha Wiącka, która zdawała tam egzaminy. Henryk był w niej szaleńczo zakochany, z wzajemnością. Mimo licznych przeszkód (stan majątkowy, wykształcenie), postanowili się pobrać we wrześniu 1938 roku. Do ślubu jednak nie doszło.z nieznanych nikomu przyczyn, Henryk wspominał w listach o zmartwieniach prywatnych, ale nie dzielił się swoimi problemami.

W ostatniej dekadzie listopada tego roku przebywał w Szpitalu Wojskowym w Przemyślu, gdzie został poddany badaniom lekarskim, które miały zadecydować o skierowaniu do cywila lub powrocie do służby wojskowej (odbywał ją w 17. Pułku Piechoty przy ulicy Sobieskiego w Rzeszowie). Komisja lekarska stwierdziła przewlekłą chorobę i wydała decyzję o zwolnieniu z wojska. Urlop chorobowy wykorzystał na odwiedziny rodziny i bliskich w Połomi, po czym wrócił z powrotem do swojej „udręczalni” (jak nazywał pracę we Lwowie).

Ostatni tydzień sierpnia spędził w Połomi, tu też zastał go wybuch wojny. W pierwszej połowie października odbył podróż na trasie Rzeszów-Machów-Tarnobrzeg-Lublin, odwiedzał znajomych, by zasięgnąć opinii o sytuacji zaistniałej w kraju. Po powrocie podjął decyzję wyjazdu do Lwowa. Mimo usilnych próśb ze strony rodziny, aby okres wojny przeczekał w Połomi, postanowił przyspieszyć swój wyjazd, póki granica niemiecko-sowiecka na linii Sanu była jeszcze otwarta. Rodzinną miejscowość opuścił 16 października 1939 roku.

Henryk Jacek i Maria Wiąckówna

Z chwilą uruchomienia poczty, co nastąpiło na początku 1940 roku Henryk Jacek wysłał do rodziny kilka kartek pocztowych oraz jeden list. W liście z 2 lutego pisał:
    „W związku z uruchomieniem poczty, pragnę skorzystać z tego i dać wam znać, że jeszcze żyję! Czuje się dobrze, mieszkam od początku we Lwowie (…) Za parę dni wybieram się daleko do Rosji Radzieckiej. Lubię poznawać świat. Uczę się języka rosyjskiego, wybierając się do Ziemi Nieznanej” .
    Zamiarów swoich nie zrealizował, do końca czerwca pozostał we Lwowie. W kilku kolejnych wysłanych do rodziny kartkach pocztowych już nie wspominał o zamiarach podróży na Wschód, która, jak się okazało, mogła być tylko mitem. Wobec wzmagających się represji sowieckich - aresztowań i deportacji - w szczególności Polaków, najważniejszą sprawą było po prostu przetrwanie.

    Ostatnia wiadomość od Henryka pochodzi z 19 czerwca 1940 roku. Jest to pocztówka do Józefa Bruda z gratulacjami narodzin syna. 

stary list
Ostatnia pocztówka od Henryka Jacka

W następnych miesiącach brak jakichkolwiek wiadomości od niego był sygnałem, że musiało stać się coś złego. Po wkroczeniu Niemców do Lwowa rozpoczęto poszukiwanie Henryka, jednak nie uzyskano żadnych wiadomości o jego losach i okolicznościach zaginięcia. Nawet Stanisław Wilk, wujek Henryka, mieszkający i pracujący we Lwowie nie wiedział, co mogło się stać z jego bratankiem. Po zakończeniu wojny ponowiono próby poszukiwania, ale spełzły one na niczym.

Henryk Jacek zaginął bez wieści w wieku 24 lat, nie wiadomo, co tak naprawdę się z nim stało. Jego twórczość, choć zauważona, minęła bez większego echa i została zapomniana. Poświęcona była głównie rodzinnej miejscowości oraz marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Po przedwcześnie zmarłym poecie zostało niewiele pamiątek: kilka dzieł, zdjęć, kilkanaście listów i pocztówek. Do dziś żyje w pamięci jedynie najbliższej rodziny. Niedawno napisałam opowiadanie pt. "Spotkamy się w Sapieżance", poświęcone pamięci poety.

Publikując ten wpis mam nadzieję, że kiedyś przeczyta go ktoś, kto być może będzie wiedział, co się stało. Podpowie, gdzie szukać informacji o losach Henryka...

Za drzwiami antykwariatu Zbigniewa Oprządka przestaje się liczyć nasz cudowny, ale jakże ulotny nowoczesny świat. Czas tu płynie zupełnie innym tempem. Człowiek ma poczucie, że otacza go coś trwałego, nieprzemijającego. Constans. Czuje się pewnie. Myśli przestają biegnąć i zatrzymują się na dłużej na regałach, uginających się pod ciężarem opasłych tomisk z każdej dziedziny nauki, lekkich jak piórko tomików poetyckich i dziewiętnastowiecznych publikacji w języku niemieckim. Prawdziwy raj dla duszy czytelnika:-)

Nie wiem, czy każdy tak się tu czuje...?
Pewnie niejedna osoba puściłaby z dymem to miejsce, które przynosi niewielkie dochody, a generuje ogromne koszty. Na ilu osobach nie zrobiłoby ono żadnego wrażenia! Ile przechodniów mija codziennie ten antykwariat i nigdy do niego nie zaglądnęło?

Przepełnione regały w antykwariacie

Ci, którzy uwielbiają czytać, mole książkowe i bibliofile prawdopodobnie będą oczarowani jak ja. I tak jak ja, staną na środku niewielkiego pomieszczenia, a nad głowami będą im wirować regały zapełnione po sam sufit. Można tu dostać oczopląsu:-) Książki wprawdzie są posegregowane tematycznie, ale ich ilość nie pozwala ułożyć ich w idealnych równych rzędach. Zresztą, co to by był za antykwariat, gdyby nie było tu grama kurzu czy twórczego bałaganu na regałach:-) Pan Zbigniew Oprządek przyznał, że wiele książek stoi tak, jak postawił je ponad 20 lat temu...

Antykwariat Zbigniewa Oprządka przy ul. Portiusa 4 w Krośnie to urocze miejsce. Przyjechałam tu, żeby zrobić artykuł na portal i do magazynu, w których pracuję, ponieważ antykwariat obchodził 25-lecie istnienia. Wyobraźcie sobie, że jest to tak małe, kameralne miejsce, że cały wywiad odbywał się na stojąco, bo właściwie nie było nawet gdzie usiąść! A mój rozmówca ciągle był zmuszony przerwać rozmowę i nagranie, bo co chwilę przychodzili do niego klienci.

stare książki
Kącik z wiekowymi egzemplarzami

Ani jedno, ani drugie mi nie przeszkadzało. I tak wstawałabym ciągle, żeby zerknąć na tytuły ustawione na wyższych półkach. Przerwy w nagraniu wykorzystywałam natomiast do studiowania tytułów zalegających na półkach. Koniecznie chciałam kupić sobie książki, które już dawno mi się marzyły. Upolowałam tak dużo tytułów, że musiałam wybierać, co kupię teraz, a co następnym razem.

stara szafa
Fot. Facebook/Antykwariat i Księgarnia Zbigniew Oprządek Krosno

Szafa, która widzicie na zdjęciu, nie jest zwykłą szafą, ale meblem rodem z "Alicji w Krainie Czarów" C.S. Lewisa. Znajduje się na tyle antykwariatu i właściwie trudno podejrzewać, że mieści się e niej coś innego niż książki. Zaskoczenie jest ogromne! Kiedy otworzysz drzwi i pochylając głowę przekroczysz próg, znajdziesz się małym pomieszczeniu, w którym właściciel otworzył... małą galerię sztuki. Obecnie w na ścianach wisi ok. dwadzieścia fotografii wykonanych i wydrukowanych na płótnie przez M.F. Biskupa [Nickyphora] pt. "Taki pejzaż". Pan Zbigniew już planuje następne wystawy.

Nie miałam czasu zrobić więcej zdjęć w antykwariacie, bo byłam skupiona na zbieraniu informacji do artykułu. Na domiar złego przestawiły mi się ustawienia w telefonie i w ten sposób zdjęcia wyszły.... tragicznie. Jeśli więc chcecie zobaczyć piękną, profesjonalną sesję zdjęciową autorstwa Tadeusza Poźniaka oraz mój artykuł na temat tego miejsca, przeczytajcie o Magicznym antykwariacie Zbigniewa Oprządka w Krośnie.

tania książka
Książki zalegają aż pod sufit

A jeśli kiedykolwiek będziecie w Krośnie, koniecznie tu zaglądnijcie. Na pewno znajdziecie swoje ulubione tytuły. (Jeśli to za daleko, zerknijcie na stronę internetowej księgarni Hetta, którą prowadzi pan Zbigniew Oprządek. Można tu złożyć zamówienie na dowolną książkę, także spoza prezentowanej oferty oraz wszelkie nowości wydawnicze. Przesyłki docierają do klientów pod wskazany adres błyskawicznie, ale można je odebrać także w antykwariacie). Ja znalazłam wiele książek, ale ostatecznie ograniczyłam się do dziewięciu. Kupiłam:


1. "Małą zagładę" Anny Janko
2. "Paragraf 22" J. Hellera.
3. Zbiór poezji Janusza Szubera
4. Zbiór poezji K.I. Gałczyńskiego
5. "Strzępy wspomnień" R. Konieczkowskiego
6,7 Dwa tomy "Wołynia" M. Koprowskiego
8. "Wybór Zofii" W. Styrona
9. "Morderstwo w Orient Expressie" A. Christie

Uwaga, za wszystkie zapłaciłam...105 zł:-) Wiem, że przy pierwszej najbliższej okazji znów zaglądnę do antykwariatu na Portiusa. Szczególnie zależy mi na książkach Juliana Przybosia i książkach o jego twórczości, a także egzemplarzach związanych z moim powiatem. I pewnie znowu kupię coś z klasyki.

"Gdybym traktował to miejsce całkiem poważnie, jako biznes, już dawno powinienem był go zamknąć, bo są dni, kiedy nie zagląda tu nikt. Ale to moja pasja. Zawsze chciałem pracować w otoczeniu książek"
- powiedział mi właściciel antykwariatu i właśnie to zdanie zacytowałam na początku artykułu.

Klimatyczny ten antykwariat, prawda? Może na moich zdjęciach tego nie widać, ale mam nadzieję, że zobaczyliście je pod wskazanym wyżej linkiem.

cesarz Brazylii


Jestem ciekawa, ile z Was wie, że w XIX wieku Brazylią rządził cesarz Pedro - Portugalczyk? Że Brazylia była wtedy kolonią Portugalii? I że właśnie tam, statkiem napędzanym jedynie żaglami (!), płynął król Portugalii Dom Jao, uciekając wraz z rodziną i dobytkiem przed wojskami Napoleona? Ja też nie miałam o tym pojęcia. Niby żaden wstyd, ale...

tak mało znamy historię... Nie znamy dobrze historii własnego kraju, miasta czy wsi, w której mieszkamy, więc skąd mielibyśmy wiedzieć więcej o tym, co działo się przed laty na innym kontynencie? W szkole jest zbyt mało lekcji historii, więc jeśli sami nie będziemy szukać, czytać i pytać, niewiele się dowiemy. Choć zawsze bardzo lubiłam historię (zdawałam maturę z tego przedmiotu:-) i przeczytałam dużo historycznych książek, wiem, że... niewiele wiem. Dlatego cieszę się, że trafiłam na "Cesarstwo to ty" Javiera Moro, która to książka sama poprosiła się o przeczytanie i przyszła do mnie od Noir sur Blanc bez zamawiania. To była fantastyczna niespodzianka:-)

javier moro
Leopoldyna i Pedro

"Jest to zbeletryzowana biografią cesarza Brazylii Piotra I (1798-1834), twórcy i pierwszego władcy Cesarstwa Brazylii. To również fascynująca saga rodzinna i epicka, autor doskonale łączy narrację na tematy rodzinne i historyczne. Akcja powieści rozgrywa się w czasie 30 lat, występuje w niej wiele prawdziwych i fikcyjnych, ale zawsze interesujących postaci. Jest to opowieść o tworzeniu się niezależnego narodu, bo po raz pierwszy kolonia staje się siedzibą kolonialnego cesarstwa i zyskuje niepodległość pod hasłami ówczesnego liberalizmu" - zapowiada notka na okładce książki. Ale czytelnik może spodziewać się dużo więcej.

 Fascynująca historia XIX-wiecznej Brazylii

Wszystko, co Javier Moro opisał w "Cesarstwo to ty", wydarzyło się naprawdę. Jak przyznaje na końcu powieści, opis osób, sytuacji i kontekstu historycznego jest owocem jego wieloletnich badań, i jedynie sceny i dialogi są interpretacją autora. Moro korzystał z wielu naukowych opracowań historycznych, co podaje w bibliografii, oraz opracowań autentycznych listów głównych bohaterów tej książki. Wysiłek badawczy autora musiał być ogromny, czego efekty widać. Książkę, choć naszpikowaną faktami i postaciami historycznymi, rewelacyjnie się czyta. Jest to bez wątpienia powieść historyczna, ale momentami przypomina powieść sensacyjną, innym razem świetny romans, a innym tragedię.


Głównym bohaterem tej książki jest książę Pedro, w Brazylii nazwany Dom Pedro, najstarszy syn króla Jana VI z portugalskiej dynastii Bragança i jego żony Charlotty Joachimy, córki króla Hiszpanii Karola IV, cesarz Brazylii w latach 1822-1831, także krótko król Portugalii jako Piotr IV, od 10 marca do 28 maja 1826 roku. W książce przedstawiony jest jako młody, przystojny mężczyzna o ogromnych potrzebach seksualnych, który miał wiele kochanek i dzieci spoza małżeńskiego łoża. Informacje o jego romansach i ekscesach szokowały europejskie dwory. Pedro był również wspaniałym ojcem, który kochał wszystkie swoje dzieci, oraz dzielnym żołnierzem, który nie bał się walczyć w pierwszym szeregu.

pościel czarno biała
Cesarstwo ty ty

Moro opisuje wszystkie związki, w jakie był uwikłany cesarz Brazylii, w większości oparte głównie na uciechach cielesnych (poza małżeństwem w Leopoldyną, która choć urodziła mu siedmioro dzieci, to mało go pociągała). Pedro był czuły na kobiecą urodę, więc wielokrotnie wplątywał się w intrygi, które podważały jego autorytet jako księcia i cesarza.

Świat, w którym nie ma miejsca na miłość

Książka serwuje czytelnikowi informacje nie tylko o XIX-wiecznej Brazylii, pracach nad pierwszą, konstytucją, próbach zniesienia niewolnictwa i relacjach Portugalczyków z Brazylijczykami. Poznajemy też cząstkowo historię Portugalii i Hiszpanii, stosunki panujące między dworami europejskimi. Zadziwia chłód, obojętność, praktyczność monarchów i władców, którzy wydawali swoje kilkuletnie córki za mąż za  mężczyzn cieszących się złą opinią, albo swoich najbliższych krewnych. (Pedro również chciał wydać najstarszą córkę za swojego młodszego brata, do czego na szczęście nie doszło). Cóż, na dworach małżeństwa rzadko były zawierane z miłości. Małżeństwo było kontraktem, a posłuszne córki nigdy się nie buntowały. Jeśli będziecie czytać książkę, zwróćcie uwagę na Leopoldynę Habsburg, córkę cesarza Austrii, która została żoną Pedra. Leopoldyna zaimponowała mi jako kobiecie. Wykształcona, mądra (znała sześć języków), absolutnie posłuszna ojcu i mężowi, dzielnie znosiła wszystko, co spotkało ją w życiu. Kochała męża bez wzajemności, Pedro traktował ją jako przyjaciółkę, partnerkę.

Chciałam też zwrócić Waszą uwagę na wydanie "Cesarstwa to ty". Okładki książek od Noir sur Blanc utrzymane są zwykle w stylistyce noir, ta natomiast jest inna. Piękna i solidna biała okładka mocno kontrastuje z wydaniami poprzednich książek.

"Cesarstwo to ty" to kolejny tytuł od Noir sur Blanc, która polecam. Poprzednio rekomendowałam Wam "Oonę i Salingera" , "Ciemną stronę miłości"



Jestem pewna, że zrobiłam milowy krok w robieniu zdjęć na bloga. Pierwsze wpisy są okropne w warstwie graficznej - lepiej tam nie zaglądajcie:-) Z zazdrością patrzyłam na inne blogi tak pięknie obfotografowane, zastanawiałam się, jak to możliwe, że mi nie wychodzi. Ponieważ nie mam zacięcia fotograficznego ani dobrego aparatu, robię zdjęcia przy dobrym dziennym świetle i obrabiam z pomocą prostego programu graficznego. Idzie mi coraz lepiej, ale przede mną jeszcze dużo nauki!

Kilka miesięcy temu opublikowałam wpis, w którym pytałam jak robić zdjęcia na bloga książkowego. Dostałam od Was mnóstwo wskazówek, dzięki którym poprawiłam się w robieniu zdjęć. Dziś chcę pokazać Wam moje ulubione zdjęcia, jakie zrobiłam w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy. Jak zwykle - czekam na Wasze opinie i porady.

 Sesja tematyczna

Moją ulubioną była sesja "tematyczna" do recenzji książki "Zbrodnia prawie doskonała". Zajęła mi kawał soboty, ale chciałam, żeby zdjęcia były trochę przerysowane, dosłowne, trochę groteskowe. Wyszło tak:

Sesja do "Zbrodni prawie doskonałej"

 Smaczne zdjęcia

To była smaczna sesja. Mocno chorowałam, ale zwlokłam się z łóżka, żeby zrobić zdjęcia książce, bo kształt ciasta nawiązywał do tytułu. Blogerka musi dać radę:-) Chyba muszę znów zrobić mazurka, bo ślinka cieknie na jego widok! Przepis znajdziecie tutaj.

Słodko-gorzki "Kolor jej serca"

 

Sesja czerwona

Zdjęcia do tomiku poezji Klaudii Chrapko robiłam w sypialni. Towarzyszyły mi dzieci:-)

"Czerwone szpilki"


 Sesja kolorowa

Wpis Franciszku Starowieyskim o musiał być kolorowy! Wykorzystałam farbki dzieci:-)
Książka o Franciszku Starowieyskim

 Sesja wiosenna

Wpis o Chacie Magoda o cieszył się dużą oglądalnością i jest w czołówce najchętniej czytanych na blogu.

"Chata Magoda"

 Sesja ze storczykiem

Świetna książka o Audrey Hepburn  wymagała odpowiednich zdjęć. Małe francuskie ciasteczko z dżemem pomarańczowym oraz fioletowym storczykiem wydały mi  się idealnym tłem do biografii tej delikatnej, eterycznej aktorki.

Książka o Audrey Hepburn


 Sesja ze światłem

Zabawa ze słońcem w nawiązaniu do tytułu książki. Więcej zdjęć oglądniecie we wpisie o Ciemnej stronie miłości

Zdjęcie do recenzji "Ciemnej strony miłości"

Sesja z drewnem w tle

Podoba mi się też zdjęcie, jakie zrobiłam książce "Młoda fala. Jak odważyć się na biznes" na drewnianej ławie pod domem, którą zrobił mój mąż.

"Młoda fala. Jak odważyć się na biznes"

 Sesja z truskawkami

A na koniec smak minionego czerwca:-) Koktajl z truskawek i delikatne kwiatki towarzyszyły zdjęciom książki "Oona i Salinger".

"Oona i Salinger"

Które zdjęcia Wam podobają się najbardziej?
P.S. Jak robić ładne zdjęcia, wie Natalia Sławek z Jest rudo . Czytam jej blog i się inspiruję - zaglądajcie! Zdjęcie autorstwa Natalii otwiera ten wpis, piękne jest, prawda?


W wakacje niewiele dzieje się na rynku wydawniczym, tak samo w kinie. Może to i dobrze, bo częściowo nadrobię zaległości, ale jest kilka tytułów, które mnie zaintrygowały. Z niecierpliwością czekam na trzy filmy, zaciekawiło mnie też kilka książek, które mają się ukazać w najbliższym czasie. Chcecie zobaczyć, na co nie mogę się doczekać? Poniżej lista:-)

Premiery książkowe

1. Peter Nadig, Hatszepsut, Prószyński i S-ka


książka o Egipce
Hatszepsut

Premiera: 26 lipca
Historia starożytnego Egiptu od zawsze mnie intrygowała, a w dawnych czasach na Discovery oglądałam wiele programów na ten temat. Książki i Kleopatrze już czytałam, o Hatszepsut wiem niewiele... Peter Nadig (ur. 1959) jest niezależnym pracownikiem naukowym specjalizującym się w historii starożytnej, wykładowcą Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Jestem ciekawa tej publikacji także dlatego, że kiedyś poznałam wybitnego, światowej sławy egiptologa, prof. Karola Myśliwca o którym napisałam długi artykuł, a który pracował w Deir el-Bahari, gdzie znajduje się świątynia Hatszepsut.
Więcej o książce na stronie wydawnictwa.


2. E.B. White, Pajęczyna Charlotty, Wydawnictwo Literackie. 


pajęczyna
Pajęczyna Charlotty
Premiera: 21 lipca
Nie znam tej książki, a to przecież "jedna z najpiękniejszych książek o przyjaźni, jakie kiedykolwiek napisano. Od lat zachwyca i wzrusza dzieci, ich rodziców i dziadków, pozostaje niedoścignionym wzorem dla pisarzy literatury dziecięcej. W 2000 roku „Publishers Weekly” ogłosił ją najlepszą powieścią dla dzieci wszech czasów! W plebiscycie BBC na najlepsze książki dla dzieci zajęła pierwsze miejsce!" - głosi zapowiedź. To książka w sam raz dla moich dzieci:-) Wydaje ją Wydawnictwo Literackie.


3. Yann Martel, Wysokie góry Portugalii, Albatros


życie Pi
Wysokie góry Portugalii

Premiera: 13 października
Kolejna książka Martela. Zapowiedź brzmi ciekawie, chętnie przeczytam ją jesieną, bo do preemiery jeszcze trochę. Książka "zabiera czytelników w podróż po dwudziestowiecznej Portugalii i zakamarkach ludzkiej duszy.... To po części współczesna bajka, a po części pełna zagadek historia o duchach – to emocjonująca opowieść o miłości i stracie, napisana z czułością i humorem i zaskakująca czytelników na każdym kroku". Więcej o książce na stronie wydawnictwa Albatros.


4. Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Zostawić Islandię, Noir sur Blanc



Premiera: wrzesień 2016
Po "Samotności", którą przeczytałam i opisywałam, przeczytam w ciemno!  "Hubert Klimko-Dobrzaniecki spędził wiele lat na Islandii; studiował, imał się różnych zajęć (pracując m.in. w domu spokojnej starości), zawierał liczne znajomości i przyjaźnie. Dzięki temu Czytelnik może spojrzeć na Islandię niejako od wewnątrz, odkrywając to, co dla wielu turystów i przygodnych obserwatorów pozostaje ukryte. Poznać nie tylko jej unikalną przyrodę i krajobrazy, ale także życie codzienne Islandczyków, ich charaktery, specyficzne, często zaskakujące obyczaje" zapowiada Noir sur Blanc


5. Ingmar Lehmann, Alfred S. Posamentier, Pi. Biografia najbardziej tajemniczej liczby na świecie, Prószyński i S-ka


Pi
Pi. Biografia 
Premiera: 7 lipca
To książka dla mnie. Może zrozumiem matematykę w końcu? Autorzy opowiadają niezwykłą historię najniezwyklejszej z liczb, odkrywając przed czytelnikami jej piękno i wyjaśniając, dlaczego przez wieki inspirowała zarówno profesjonalnych matematyków, jak i amatorów.

Premiery kinowe

1. Ostatnia rodzina


beksińscy
Fot. Filmweb; Ostatnia rodzina

Premiera: 30 września
Po lekturze książki Magdaleny Grzebałkowskiej "Beksińscy. Portret podwójny" koniecznie chcę zobaczyć ten film. Byłam też na w Sanoku na spotkaniu z Andrzejem Sewerynem, który opowiadał o przygotowaniach do tej roli. Interesuje mnie bardzo, jak Dawid Ogrodnik poradził sobie z rolą Tomasza Beksińskiego. Znając talent Ogrodnika, wierzę, że będzie co oglądać.

2. Wołyń, Wojciech Smarzowski


Smarzowski
Fot. Filmweb, Wołyń

Premiera: 7 października
Rok temu byłam na planie filmu Wołyń. Smarzowski i jego ekipa przyjechali do skansenu w Kolbuszowej, żeby nakręcić część filmu. W sumie to niewiele widziałam, bo zdjęcia miały rozpocząć się dopiero w nocy:-( O "Wołyniu" jest głośno, bo reżyser i producent mają (mieli) kłopoty finansowe i organizowana była nawet publiczna zbiórka. Widziałam wszystkie filmy Smarzowskiego, muszę zobaczyć i ten!

Na jakie książki i filmy wy czekacie? Może przegapiłam w zestawieniu coś ważnego?